- I zawsze do ciebie przychodzi-
„— I zawsze do ciebie przychodzi
— Zawsze, jeśli go zawołam. Inne wychodzą również, ale już nie zbliżają się do mnie. Czekaj cierpliwie, a ujrzysz.
Karol spojrzał na jeziorko o powierzchni zmąconej teraz wielokrotnymi falami. Tu i tam poczęły ukazywać się trójkątne głowy, a wkrótce czwórka nowych przybyszów wygramoliła się na brzeg.
— Toimniża — szepnął w osłupieniu Karol — z ciebie zaiste wielki czarownik.
Indianin potrząsnął przecząco głową.
— Nie potrzeba czarów. Na ten mały lud nikt nigdy tu nie polował. Ja im nie zrobię krzywdy, a one o tym wiedzą. Widzisz
Teraz Karol stał się świadkiem widowiska najdziwniejszego z dziwnych. Z jeziora poczęły wychodzić bobry różnej wielkości, o rozmaitych odcieniach futer. Część z nich skierowała się ku skrajowi lasu, nie zważając na obecność ludzi, ale mniejsza grupka ruszyła wprost ku Indianinowi. Pół drogi przebyła na czworakach, dalszą część — na tylnych nogach. Jednakże bobry nie zbliżały się bardziej niż na odległość kilku kroków. Stanęły gromadką, posapując i coś tam do siebie mówiąc. Karol rozróżniał pomruki, piski i o mało nie parsknął śmiechem.
— Ależ to istne czary — powiedział głośniej, zapominając o przestrodze. — A może ja śnię Jeśli komu o tym opowiem, uzna mnie za kłamcę.“(11)
<<<< Na próżno profesor starał
| Rzecz oczywista że każdy >>>>